czwartek, 31 lipca 2014

Pytania bez odpowiedzi.

Nie jestem taka, jak większość dziewczyn z "zaburzeniami"...

Jak na dziewczynę, która całą sobą pragnie schudnąć, widzieć w sobie upragniony ideał, zachowuję się dość nietypowo. I jestem pełna podziwu dla tych, które wiedzą czego chcą i do tego dążą, choćby po trupach.
Ostatnio często zastanawiam się, co jest we mnie nie tak, czego mi brakuje. Czytam Wasze blogi, komentarze i listy. Wydaje mi się, że sytuacje czy powody, które popychają Was do działania, można przedstawić wzorem: niepochlebne opinie/komentarze + trudna/wymagająca sytuacja życiowa = wzrost niezadowolenia ze swojego wyglądu. Z tym, że Wy działacie, nie stoicie w miejscu jak ja.


Tak jak Wy, oglądam zdjęcia 'skinny girls', chłonę je całą sobą, zapamiętuję każdy szczegół, żeby w głowie stworzyć obraz idealnej siebie, takiej jaką chcę być. Czytam wszystkie możliwe blogi o ćwiczeniach, dietach (bardziej lub mniej drakońskich), o tabletkach, które warto brać... Tak jak Wy chłonę całą tą wiedzę.
Ale pytam: dlaczego nie mogę się zebrać, by wykorzystać wiedzę i doświadczenie nabyte w walce z fałdami obrzydliwego tłuszczu? Dlaczego od 7 miesięcy nie czułam żadnego impulsu, który by mnie zmusił do działania?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz